Opowieść Wielkanocna cz. II

Materiał przygotowała prowadząca Klub Rozmaitości Kulturalnych PEGAZ
Zofia Dytko

Opowieść Wielkanocna cz. II

W Wielki Piątek o świcie, kto tylko mógł ten spieszył na tzw. cedron, czyli na zwyczajowe obmywanie całego ciała w najbliższej rzece czy potoku. Wierzono, że zabieg ten ma uzdrawiającą siłę, przeciwdziała chorobom zwłaszcza liszjom, owrzodzeniom i innym schorzeniom skóry. Również i w tym wypadku nie wolno było się wycierać, gdyż woda miała sama obeschnąć - wydarzenie to wykonywane było na pamiątkę tego, że Pan Jezus mocno się pocił, na Drodze Krzyżowej, a żoden mu czoła nie wytarł (Gogolin).
W tym dniu aktywizowały się dawne wierzenia. Np. wierzono, że: odciski z nóg odpadną, jeśli o świcie boso będzie się gnój deptać, a woda na kilka sekund zamienia się w wino, trzeba tylko wiedzieć kiedy to nastąpi. Pod żadnym pozorem nikomu w tym dniu nie należy pożyczać pieniędzy, gdyż można stracić szczęście, należy się ze wszystkim bardzo ostrożnie obchodzić, ponieważ zło czyha tylko na człowieka.
Wielki Piątek pisze w 1879 roku wspomniany już wcześniej ks. Hytrek iż dzień jest świętem małych dziatek. Rodzice i starsze rodzeństwo prowadzą dzieci do „Bożego Grobu” do całowania Krzyża. Kiedy dziecko Krzyż całuje kładą obok niego dla niespodzianki jajko malowane lub inne bawidełko. W ten dzień przed kościołem ustawiają zawsze pełno straganów z różnymi Łakociami i przedmiotami. Gromadnie przybywają handlarze na place kościelne z różnorakimi straganami. Gospodarzom ułatwiało to zakupy, zaś dla dzieci, dodatkowy bodziec, że by chętniej iść do kościoła i ucałować Krzyż. W tym dniu ludność opolska wierzyła, że o północy zakwitnie paproć.
Piotr Przywara mieszkaniec Opolszczyzny tak napisał: Zielsko leśne nie wiele , albo nic nie Warte, ale piękne. Szczyci się od dawien, dawna sławą czarodziejską, przede wszystkim jej kwiatem. Nikt w prawdzie tego kwiatu nie widział, ale być musi. Pisząc o skarbach zakopanych w podziemiach podkreślił, że „co sto lat tylko w Wielki Piątek o północy można go zobaczyć i bardzo goreje, bo to pieniądze zakopane gorą”, (palą się).

Wielka Sobota znana jest głównie ze święcenia pokarmów i ognia. Pod koniec XIX w. od ognia poświęconego w Wielką Sobotę zapalano ogień w domowych piecach. Głowianki zapalane nad Wielko Sobotnim ogniem szczapy drewna, wykorzystywane były do robienia małych krzyżyków, które następnie wnoszone były na pola, aby grad nie czynił plonom szkody, zatykano je również w szczelinach dachów, w rogach stodół - co by wicher dachu nie zrywoł (Dobrzyń Wielki).
Młodym trudno było tak długo utrzymać tradycyjne i nakazowe poszczenie. To też w niektórych wsiach młodzież urządzała wielkie, widowiskowe pogrzeby zwane grzebaniem śledzia i żuru (Grzegorzowice). Z Wieszowej koło Toszka pochodzi opis pogrzebu śledzia i żuru. Gdy śledzia pogrzebano, polewano go żurem, zaś gliniane naczynie, stanowiło swoisty nagrobek. Dopiero po wylaniu żuru rozwalano garniec, tłukąc go na tyle drobnych kawałków, ilu chłopców uczestniczyło w pogrzebie. Każdy uważał za swój obowiązek przyniesienia do domu cząstki stłuczonego garnca, na znak widomego zwycięstwa nad śledziem i żurem. Równocześnie w tym dniu święcono potrawy: chleb, sól, jaja, wędzonki, wędliny, chrzan i dorodnego, upieczonego baranka.

Wielkanoc

Wczesnym rankiem w Niedzielę Wielkanocną wszyscy mieszkańcy udawali się na rezurekcję. Nikogo nie mogło tam brakować ze swojej społeczności. Po zjawiskowym wschodzie słońca, prze świętnej Rezurekcji udawano się do domów, gdzie cała rodzina zasiadała do uroczystego śniadania.
Na stole oprócz jajek, szynki, wędlin i innych specjałów pobłogosławionych wcześniej musiał być także koniecznie chrzan, który miał upamiętnić pojenie Chrystusa przed śmiercią żółcią. Chrzan musieli spróbować wszyscy domownicy nawet dzieci.
Niemieckie źródła etnograficzne (z 1903 r.) podkreślały, że rolnicy na Górnym Śląsku zjadali chrzan całymi łyżkami, gdyż widzieli w nim symbol cierpienia Chrystusa. Skorupki z jaj wszystkie zbierano i zakopywano w polu, ponieważ miały posiadać moc odstraszania kretów i gadów.
W Niedzielę Wielkanocną powszechną kiedyś zabawą wielkanocną u mężczyzn, a głownie męskiej młodzieży, było tzw. kulanie jajec.
Józef Lompa pisał, że był to zwyczaj słowiański i staropolski. Tworzono z desek pochylnię, a w ziemi wykopywano wgłębienie, czyli duckę. Po desce kulano do ducki jajka. Wygrywał ten, który wkulnął do nie najwięcej jajek. Najstarsza, historyczna wzmianka śląska o tej, niegdyś bardzo popularnej zabawie pochodzi z 1454 roku. Jest to dokument w którym mówi się o tym, jak to sołtys z Pawłowic pod Olesnem otrzymał od władz przywilej urządzania specjalnego placu na wspomniane kulanie jajec.
Zapis ten uznać można za dowód powszechności tej zabawy.

W poniedziałek Wielkanocny jak w całej Polsce na czoło zwyczajów wysuwa się Śmigus - Dyngus ( W gliwickiem - śmirgust, w Pródnickiem - sikacz).

Niemiecki Badacz Średniowiecza Jan Klapper pisze, że według starosłowiańskiego zwyczaju wieku XV polskie słowo śmigać, znaczyło „bić rózgą wierzby dla płodności” stąd późniejszy Śmigus, Dyngus, według niego znaczyło „polewać kogoś wodą”, za co należało się oblewającego obdarować jajkami. Młodzi chłopcy jak wiemy przechodząc przez wieś z wiadrami pełnymi wody lali nią napotykane lub też już wybrane dziewczyny. Im dziewczyna była bardziej mokra tym większym cieszyła w danej wsi powodzeniem. Za oblanie należał się dar. Były nim z reguły pięknie ozdabiane jajka. Jajka były barwione naturalnym środkami (cebula, pęd młodej pszenicy, kora dębu, olchy, brzozy).
Często jajka te nosiły napisy, które już dużo wcześniej przygotowywały dziewczęta do swoich kawalerów np.

Kogo miłuję
temu jajeczko daruję.

Gdybyś mnie kochał i miłował
Zamiast cedra wody
Kwiat byś darował.

W niektórych wsiach śląskich dziewczęta uderzały chłopców rózgą wierzbową, aby byli zawsze młodzi, mocni i zdrowi.
Zwyczajem zachodnim choć pogańskiego pochodzenia, było - i gdzie nie gdzie nadal jest - szukanie zajączka. Polegał on na tym, że dorośli chowają na łące, w krzakach , w polu koszyczek ze słodyczami. Dzieci muszą go same znaleźć i w tym cała ich radość. Zając był od dawna symbolem wiosennego rozpłodu, stąd to on rozdaje dzieciom niespodzianki.
Jednym z najstarszych zwyczajów na Górnym Śląsku były i są nadal wielkanocne procesje konne. Według Franciszka Rosińskiego, geneza ich sięga czasów przedchrześcijańskich w których już urządzano konne objazdy pól. Im głębiej w lud wchodziło chrześcijaństwo tym bardziej zwyczaj wrastał, jako istotny element, w obchody wielkanocne. Na Górnym Śląsku występował on w okolicach Gliwic, Raciborza, Rybnika, Olesna, Sternalic, Kluczborka i Nysy.

Na Łużycach i w okolicach Nysy obchody konne zwano już wtedy procesjami, przypadały na Niedzielę Wielkanocną, a na Górnym Śląsku natomiast odbywały się w Poniedziałek Wielkanocny.
Ich głównym celem była prośba do Boga o urodzaj co w dawniejszej kulturze agralnej było niezwykle ważne.
Istniały przekazy ludowe mówiące o tym, jak w jednej wsi zapomniano o procesji konnej, a więc o objeżdżaniu pól i modlitwie o plony. Rezultat był niemal natychmiast widoczny. Z nieba spadł taki grad, że zniszczył cały zasiew. Od tego czasu gospodarze nie zapominali o objeżdżaniu pól.

Na Śląsku procesje te miały przede wszystkim charakter błagalny apotropeiczny, ich celem było uproszenie urodzaju, odwrócenie klęsk, chorób inwentarza. Zapoznawano w tym czasie młode pokolenie z granicami wsi i pół.
Warto jednak wiedzieć, że aż do roku 1786 kościól zabraniał objeżdżania pól dla uzyskania płodności i urodzaju widząc w tym wpływ pogańskiego zabobonu.

Coraz częściej zamiast statecznych gospodarzy, konie dosiadali młodzi chłopcy i parobcy to łatwo zrozumiemy iż sakralny charakter zmienił się , jak w każdym niegdyś religijnym obrzędzie w ludyczno zabawowy. Młodzi prześcigali się wzajemnie i zapominali o modlitwach. Jednak już w początku XIX wieku zmieniono owe objeżdżanie pól na procesje błagalne, których głównym celem było uproszenie u Boga urodzajów. Na terenie pogranicza polsko - czeskiego w parafii Pietrowice Wielkie do dziś przetrwała procesja konna. Ma ona jednak inne znaczenie niż wcześniejsze błagalne i apotrofeiczne procesje.

Procesja konna, którą prowadzi siedząc na koniu Ksiądz proboszcz symbolizuje szukanie Boga lub Chrystusa Zmartwychwstałego. Odbywały się również procesje piesze przez trzy kolejne dni. Uczestnicy modlili się o urodzaj, wkładano do ziemi krzyżyki z gałązek poświęconych w niedzielę palmową. Rozpoczynały się w Dniu Św. Jerzego, albo Św. Marka. Przystrajano wtedy krzyże przydrożne, kapliczki kwieciem, gałązkami modląc się o urodzaj. Dawniej patronem koni był Święty Jerzy.
Do niego słano modlitwy, aby zwierzęta były zawsze zdrowe i tym samym pomagać mogły gospodarzom. Nic dziwnego zatem, że czczono w szczególny sposób Świętego Jerzego, a mianowicie składano mu ofiary w imieniu koni i symbol ten był bardzo szeroko stosowany w obrębie różnych wsi.

Jeden z licznych podróżników wędrujących w wieku XVIII po Górnym Śląsku zapisał interesujący nas tu zwyczaj, z którym zetknął się w Ostropie pod Gliwicami, zarejestrował go w następujących słowach:
„Gdyśmy się zbliżali do placu, gdzie miał się odbyć obrzęd, z wszystkich okolicznych wiosek nadjeżdżali dzikim tempem i z głośnymi krzykami chłopi na koniach. Przed kościołem na placu stała na stole przykryta białym obrusem drewniana statuetka Świętego Jerzego, siedzącego na koniu i przebijającego lancą smoka. Obok stały dwa naczynia, jedno na pieniądze, a drugie na jajka. Składanie ofiar trwało od czwartej rana do jedenastej w południe. Jeźdźcy jeden po drugim, zsiadali z koni i trzymając je za uzdę, klękając przed statułą, aby się pomodlić. Następnie w imieniu konia składali ofiarę - albo pieniądze albo jaja. Potem oprowadzali zwierzę w koło cmentarza i kościoła, wreszcie uwiązawszy je, wstępowali do kościoła na mszę i kazanie. Po zakończeniu uroczystości dosiadali koni i znowu pędem odjeżdżali, kierując się w otwartą przestrzeń”.

Opisany czas w drugiej części Opowieści Wielkanocnej pokazuje krótki wycinek tego wszystkiego co stanowi o naszym ogromnym uczestnictwie zwyczajach , obyczajach i obrzędach. A naszą wszystkich powinnością jest ocalić od zapomnienia wszystkiego tego co stanowi o naszej kulturze, wszystkiego tego co w obrzędach, zwyczajach, obyczajach się mieści , co stanowi wielką wartość kultury w społeczeństwie.

zobacz ulubione
do góry